dachówki

Pozorna oszczędność z dachówką

Ryszard był dyrektorem dużego przedsiębiorstwa produkcyjnego. W trakcie jego sześcioletniej kadencji firma (również za jego sprawą) bardzo się rozwinęła. Ryszard poszerzył znacznie produkowany asortyment i otworzył ofertę firmy na rynek azjatycki.

Oszczędny nieraz traci dwa razy

dachówki Zaowocowało to ogromnym wzrostem zamówień i z czasem gdańska fabryka przestała się z nimi wyrabiać. Konieczne otworzenie było nowej hali, być może nawet dwóch. To była słuszna inwestycja Ryszardowi zależało jednak, żeby ograniczyć jak najbardziej wszystkie jej koszty. Pokrycia dachowe dawały największe pole manewru w tej kwestii. Ryszard był głuchy na argumenty sprzedawców i bez wahania uznał, że najlepsza będzie dachówki z gdańska. Hala nie musi przecież wyglądać ładnie, ważne, żeby nic się nie lało na głowę. Ryszard szybko się jednak przekonał, że jego decyzja była błędna. Co z tego, że blachodachówka była tania, jeśli za jej sprawą latem hala tak bardzo się nagrzewała, że nie szło w niej wytrzymać. Poranki i noce były jeszcze znośne ale popołudniami nie szło w tym upale pracować. Pracownicy marudzili niemiłosiernie, jednak Ryszard nie chciał się przyznać do błędu i udawał, że problem nie istnieje. Z czasem jednak ludzie zaczęli w tych warunkach mdleć. Skończyły się żarty.

Ryszard nie mógł pozwolić aby posypały się pozwy sądowe. Na całej hali, we wszystkich możliwych miejscach zainstalował ogromne wiatraki i zaczął rozmyślać nad remontem nowo wybudowanej hali. Wygląda na to, że jego oszczędność będzie firmę sporo kosztować