Jak zostałam budowlańcem

Są w życiu takie momenty, w których nawet kobieta kochająca szminki i szpilki, dla której biuro jest drugim domem, musi zainteresować się czymś zupełnie z nie swojej bajki. Na przykład budownictwem, a konkretnie – własnym tarasem. Niestety, a może właśnie na szczęście, codzienność nieustannie stawia przed nami nowe wyzwania i skłania do ciągłego nabywania wiedzy, często takiej, o której studiowaniu nie śniło nam się nawet w najśmielszych snach.

Blondynka na tarasie

uszczelnienie tarasuWłasny dom był moim marzeniem od nastoletnich czasów. Zawsze mieszkałam w mieście, rodzice wygospodarowywali mi mały kąt w ciasnym bloku, a ja planowałam dla siebie dużą przestrzeń i koniecznie własny ogródek. Udało się – w dorosłym życiu mogłam cieszyć się poranną kawą na własnym tarasie. W urządzenie domu włożyłam dużo zaangażowania, muszę jednak przyznać, że o tym co działo się przedtem wiem niewiele. Mój wymarzony taras powierzyłam w ręce fachowców. Wydawało się, że wszystko wyszło idealnie do czasu pierwszej jesieni. Lało od tygodnia, kiedy zauważyłam pierwszą pękniętą płytkę i nieestetyczne zacieki. Telefon do firmy budowlanej niewiele pomógł, jedynie podniósł mi ciśnienie. Usiadłam więc przed komputerem i rozpoczęłam internetową edukację. Po kilku godzinach wiedziałam już mniej więcej co mam zrobić. Balkon przeciekał – taka była diagnoza. Uszczelnienie tarasu – tak jawiło się rozwiązanie. Oczywiście, nie dokonałam tego wyłącznie własnymi siłami, ale porządnie się przygotowałam (zrobiłam nawet notatki!) i poprosiłam znajomych o polecenie fachowca. Tym razem patrzyłam robotnikowi na ręce, a on koordynował moją pracę, bo nie zamierzałam bezczynnie się przyglądać. Zdjęłam szpilki i zakasałam rękawy. Razem przygotowaliśmy podłoże poprzez nałożenie uszczelniającej powłoki, potem nałożyliśmy specjalną siatkę. Na niej rozprowadziliśmy wałkami wodoszczelną masę, a na koniec farbę z dekoracyjnymi kolorowymi drobinkami.

Jasne, że byłam załamana. Całe zajście kosztowało mnie sporo nerwów i było obciążeniem dla portfela. Z perspektywy czasu jednak jestem właściwie zadowolona z takiego obrotu spraw. Teraz przy każdej domowej usterce rozpoczynam naprawę od edukacji. Nadal są rzeczy, których nie jestem w stanie zrobić bez fachowca, ale odwiedziny robotnika, który zna się na rzeczy, przestały być wyłącznie irytującą koniecznością. To również okazja, aby poszerzyć swoje horyzonty, jeśli tylko ma się szczere chęci.